Na szczęście w 2012 rok możemy patrzeć z umiarkowanym optymizmem. Wszystko z powodu Poznańskiego Kongresu Kultury. Odbył się na początku grudnia i zakończył sukcesem. Ogromnym obywatelskim wysiłkiem ludzi kultury udało się stworzyć spójną propozycję zmian systemowych. Kongres pokazał, że nie jesteśmy skazani na wieczną niekompetencję, udowodnił, że w poznańskim środowisku artystycznym istnieje potencjał intelektualny pozwalający liczyć na politykę kulturalną z prawdziwego zdarzenia w stolicy Wielkopolski.
Dla demokracji uczestniczącej ważne jest budowanie więzi między ludźmi, budowanie wspólnoty. W tym kontekście najważniejszym osiągnięciem Sztabu i Kongresu wydaje mi się integracja najszerzej rozumianego środowiska: połączenie wysiłków ludzi z różnych kręgów kulturalnych i artystycznych i spoza nich, włączenie do dyskusji i współpracy pracowników akademickich, oraz osób zajmujących się kulturą komercyjnie. Arsenał wypełniony podczas pierwszego Forum Kultury jest dowodem, że zrąb takiej wspólnoty udało się stworzyć.
Zdaniem 28 proc. Wielkopolan głosujących w naszym plebiscycie, Poznański Kongres Kultury to największy sukces roku w regionie. Bo Sztab Antykryzysowy był do Kongresu świetnie przygotowany. Jego członkowie w kilku dziedzinach rozpisali bardzo szczegółowe propozycje zmian, włącznie z kalendarzem proponowanych rozwiązań. Czy część z nich wejdzie w życie? Jeszcze nie wiadomo. Ale nie to było największym zwycięstwem Kongresu. Dzięki niemu przez trzy dni w jednym miejscu skupiło się właściwie całe miejskie środowisko kulturalne. Co więcej, potrafiło też spokojnie porozmawiać z władzami miasta o tym, co należy w poznańskiej kulturze szybko zmienić i jak najlepiej to zrobić. Do sporów też dochodziło, ale rzadko.
Andrzej Maszewski: To nie do końca jest moja rewolucja, chociaż się z nią identyfikuję. Proponowane na kongresie zmiany to nadzieja na otwarcie systemu dla nowej generacji. (…) Cały problem polega na tym, aby stworzyć taki system, aby ci, którzy przyjdą tworzyć kulturę za dziesięć lat, nie mieli tego samego problemu z dzisiejszymi twórcami przemian. O to warto walczyć.
Rozumiem idee Kongresu i sztabu antykryzysowego jako wotum nieufności wobec urzędników i polityki miasta. Dało się to wyczuć na sali podczas dyskusji i rozmów. Miasto, które daje niemałe pieniądze na kulturę, postrzegane jest jak rachmistrz, nie jak mecenas sztuki.
Joanna Erbel: Podczas Poznańskiego Kongresu Kultury rozmowa o technologiach zarządzania całkowicie zepchnęła na boczny tor dyskusję na temat społecznej roli, jaką odgrywa kultura.
Sukcesy: 13. Poznański Kongres Kultury
Najpierw były roczne działania specjalnie powołanego Sztabu Antykryzysowego, a ich finałem był Poznański Kongres Kultury – chwalony za integrację lokalnych środowisk kulturalnych w rozmowach z władzami.
Co dalej? Według optymistycznego scenariusza rolę sztabu ma przejąć Otwarte Forum Kultury. Ma być jak najszerszą reprezentacją środowiska artystycznego, przestrzenią wymiany pomysłów, czyli swego rodzaju kontynuacją idei sztabu.
Sztab antykryzysowy na rzecz poznańskiej kultury został rozwiązany. – Wypełniła się jego misja, którą był poznański kongres kultury – tłumaczy jeden z sygnatariuszy sztabu, Marcin Maćkiewicz.
Kilkadziesiąt spotkań, praca kilku grup roboczych, rozmowy z władzami, a na koniec, Poznański Kongres Kultury – ruch skupiający przedstawicieli instytucji kultury, organizacji pozarządowych, środowisk naukowych i artystów, przestaje istnieć.
Ewa Obrębowska – Piasecka powiedziała: „To nie jest tak, że za zły stan kultury w Poznaniu odpowiadają władze, to nie jest tak, że za ten stan odpowiadają artyści, ani nie jest tak, że za ten stan odpowiada publiczność, która nie chce chodzić na wydarzenia kulturalne. Za ten stan jesteśmy odpowiedzialni wszyscy razem i każde z nas z osobna”.
Obrady kongresu od czwartku do soboty to były bardzo udane trzy dni. W ich efekcie w tej chwili leży na stole poważny – choć niepozbawiony wad – projekt systemowych zmian. Musi się do niego odnieść każdy, kto chce sensownie mówić o poznańskiej kulturze. Bo tylko systemowe zmiany mają sens. Nie zastąpią ich ani wieczne abstrakcyjne dyskusje, ani koncert pobożnych życzeń (sala widowiskowa!). Skończyło się bezradne rozkładanie rąk, zaczął czas rzeczywistych działań.
Alina Gałązka: Jestem pod wrażeniem rekomendacji. Zebrane razem tworzą dosyć spójny program i uważam, że to efekt ogromnej pracy.
Jeśli ktoś spodziewał się po zakończonym w sobotę Poznańskim Kongresie Kultury genialnych recept, spektakularnych pomysłów i natychmiastowych efektów, musi czuć się zawiedziony. Bo przełomu nie było. Ale usatysfakcjonowani mogą czuć się ci, którzy oczekiwali po tym wydarzeniu, że będzie katalizatorem długofalowych zmian, że rozpocznie swego rodzaju kroczącą rewolucję przez poznańskie instytucje kulturalne.
W istocie bowiem Poznański Kongres Kultury był próbą sił. Linia konfliktu nie przebiegała według znanych schematów: „młodzi-starzy”, „instytucje – pozarządowcy”, lub „mainstream – alternatywa”. To była walka o uświadomienie, że w 2012 roku kultura w Polsce jest oparta o model biernego odbiorcy i że jest to model wymierający na całym świecie, bo narodziło się pokolenie wychowane w warunkach błyskawicznego obiegu informacji oraz powszechnej dostępności narzędzi do tworzenia dzieł artystycznych.
600 zarejestrowanych uczestników wzięło udział w zakończonym w sobotę Poznańskim Kongresie Kultury. Zakończonym, ale nie zamkniętym – kontynuowaniem procesu negocjowania i wprowadzania zaproponowanych na kongresie zmian miałoby się zająć Obywatelskie Forum Kultury.
Prezydent Poznania pozytywnie ocenia propozycje uczestników kongresu: Te rekomendacje wymagają bardzo dokładnej analizy, przeliczenia i rozważenia, ale ideowo mi odpowiadają. Niektóre wpisują się w moje pomysły.
Myślę, że twórcom Kongresu, przyszłych innych form aktywności społecznej w kulturze warto dać szansę. Mam przeczucie, że w poznańskiej kulturze rodzi się nowa jakość.
Kongresy kultury są po to, żeby się organizować, a nie omawiać twórczość artystów – zadeklarował Beylin. I roztoczył wizję społeczeństwa, w którym na nowo układają się hierarchie społeczne i na przykładzie Obywateli Kultury wykazał, że słabsze inicjatywy obywatelskie przepadają, nie mając silnego głosu.
Edwin Bendyk: Inicjatywy takie jak powstanie Sztabu antykryzysowego na rzecz kultury to przejaw uświadomienia sobie, że coś jest nie tak.
„Jestem nastawiony do tego przedsięwzięcia bardzo entuzjastycznie. Tu nie chodzi tylko o to, by mieć roszczenie do władzy: dajcie nam coś, ale by wywołać działanie dające szanse także innym. Chodzi o postulat rozszerzenia pola aktywności obywatelskiej” – powiedział PAP prof. Jerzy Hausner.
Zaczęło się dowcipnym wprowadzeniem Adama Ziajskiego o wyboistej drodze do „cholernego kongresu”. Znacznie poważniej zabrzmiały jednak inauguracyjne przemówienia prezydenta Grobelnego i marszałka województwa. Pierwszy sukces kongresu? Słuchało ich 350 osób, co oznacza nadkomplet uczestników.
Przygotowania do kongresu trwały rok. Organizuje go sztab antykryzysowy na rzecz poznańskiej kultury, który powstał po ubiegłorocznej klęsce miasta w wyścigu po tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, zrzesza ludzi reprezentujących większość środowiska artystycznego Poznania – od organizacji pozarządowych po oficjalne instytucje. Jego cel? Prezentacja pakietu reform, które mają zmienić życie kulturalne stolicy Wielkopolski.
Jednym z haseł kongresu ma być „recykling kultury” szczególnie ważne w dobie kryzysu. Dlatego na kongres uszyto torby, wykorzystując do tego stare bannery reklamowe, którymi promowano różne imprezy kulturalne.
Znaczenie Kongresu wykracza daleko poza wąskie problemy środowiska artystycznego. To pierwsza w historii stolicy Wielkopolski próba obywatelskiej reformy jednego z najważniejszych obszarów życia miasta. Jeśli nie uda się teraz, to chyba nie uda się już nigdy. A więc udać się musi.
Podzielam wiele diagnoz i rekomendacji, jakie znalazły się w raportach grup roboczych przygotowujących Poznański Kongres Kultury. Widać w nich jednak wyraźnie, że stali za nimi nie artyści, lecz ci, którzy wydeptują dla nich urzędowe ścieżki i potykają się o częstokroć absurdalne procedury i praktyki.